niedziela, 9 sierpnia 2015

1.

     Połowa sierpnia. Jestem tu już półtora miesiąca. Od jutra zaczynają się treningi Skry a mój kochany braciszek co wymyślił? A to że mam chodzić na te treningi i to że po każdym treningu będzie dzwonił do Falaski i pytał czy na nim byłam. Niewierze że nie ufa mi pod tym względem. Przecież wie, że siatkówka to całe moje życie. Jednak niechętnie idę na ten trening. Dlaczego? Muzaj. Tak przyjaźnimy się ale ta przyjaźni chyba zaczyna słabnąć. Powód? Pewna Rozalia. Poznali się zaraz po moim przyjeździe. Mój pech? Chyba tak. Znamy się z Maćkiem odkąd przyszedł do Skry. Od razu staliśmy się przyjaciółmi. Przez te ponad pół wakacje spotkaliśmy się zaledwie kilka razy, ponieważ on jeździł do Wrocławia albo spotykał się z Rozalią. A ja? Siedziałam w domu albo wychodziłam z Oliwierem na plac zabaw. Jedynie wyrwałam się z Bełchatowa na memoriał Wagnera. A kto pierwszy mnie tam zobaczył? Oczywiście Kłos z Wroną. Zaczęli się wydzierać na całą halę. Zaczęłam się z nich śmiać. Tak minęły mi te kilka dni i trzeba było wrócić do szarej rzeczywistości. Oczywiście było kilka wypadów do Spały ale to i tak każdy z siatkarzy zajmował się swoimi rodzinami, dziewczynami lub narzeczonymi. Ja wtedy spędzałam czas na sali albo chodziłam na spacery po spalskim lesie. Ciągle myślałam o atakującym. Z mojej strony to było coś więcej niż przyjaźń. Z jego nie koniecznie.


     7 rano. Nie znoszę tego budzika. Ta cholerna melodyjka. Nienawidzę jej. Zwlekłam się z łóżka. Moja kroki skierowałam do łazienki aby wziąć szybki prysznic. Po ubraniu się zeszłam na dół w celu zjedzenia jakiegoś śniadania. Po kuchni krzątała się już Dagmara. Przywitałam się i wzięłam się za robienie śniadania. Mój wybór padł na płatki. Z przygotowanym posiłkiem i herbatą usiadłam do stołu. W chwili gdy miałam zacząć jeść te płatki momentalnie mi się ich odechciało. Zaczął boleć mnie brzuch. Dopiero teraz zdałam sobie tak na poważnie sprawę z tego że go tam spotkam. Zaczęłam grzebać w misce łyżką. Daga to zauważyła.
-Stało się coś? - bardziej chyba stwierdziła niż zapytała.
-Wydaje ci się. - odpowiedziałam i odstawiłam nie tknięte śniadanie do zlewu. Pobiegłam na górę po przyszykowaną torbę i zbiegłam na dół. Winiarska stała w drzwiach od kuchni.
-Przecież widzę, że coś jest nie tak.
-Naprawdę wszystko jest w porządku. - wybiegłam z domu aby nie nawiązywać dalszej rozmowy.
Po 10 minutach byłam pod Energią. Cholernie bałam się do niej wejść. Przeszłam szybko prze korytarz do damskiej szatni. Przebrana w spodenki, bokserkę i moje różowo-żółte asicsy. Byłam pierwsza na sali. Usiadłam na krześle i czekałam na resztę. Siedziałam z twarzą w dłoniach. Ktoś mnie dotknął. Wystraszona zerwałam się z krzesła i stanęłam obok jak się okazało Falaski z rękami przyłożonymi do klatki piersiowej i próbowałam uspokoić oddech. Spojrzałam na Miguela. Sam się przestraszył mojej reakcji a ktoś z tyłu zaczął się śmiać. Oczywiście pan Włodarczyk.
-Bardzo śmieszne Wojciechu Julianie Włodarczyku naprawdę śmieszne. - odpowiedziałam już w miarę normalnie.
-Bo strachliwa coś ostatnio jesteś. A tak poza tym chyba dość poważnie rozmawialiśmy o Julianie. Chcesz powtórki? Hmm? - i znowu zaczął się ze mnie śmiać a chyba raczej z mojej miny bo po raz drugi dzisiaj pokazywała przerażenie.
-Nie podziękuję. Nie chcę powtórki. - kontem oka zauważyłam jak Muzaj patrzy się na naszą dwójkę kiedy Wojtek podchodzi aby mnie przytulić. Kiedy oderwałam się od Włodarczyka spojrzałam na Maćka. Pomachał mi ale tak jakoś bez entuzjazmu. Kiedy Miguel otrząsnął się ze swojego mini szoku zarządził rozgrzewkę. Czyli tradycyjnie kilkanaście kółeczek i potem ćwiczenia rozciągające. Nie zjedzone śniadanie dawało się we znaki a jeszcze pogarszało sytuacje to, że od wczorajszego obiadu nic nie jadłam. Przeżyłam rozgrzewkę to może i przeżyję ten trening. Doszło do nas kilku zawodników z młodej Skry. Szczerze to nie kojarzyłam ich. Podzieliliśmy się na grupy i zaczęliśmy grać. Ja byłam w drużynie z Muzajem, Piechockim i Badurą. Reszta to ci których niestety nie znam. Ja byłam przyjmującą. Było 2:0 dla nas. Zaczęliśmy trzeciego seta. Trochę kręciło mi się w głowie ale nie zwracałam na to uwagi. Myślałam, że przejdzie. Włodarczyk serwował. Szykowałam się do odbioru kiedy zrobiło mi się ciemno przed oczami. Jedyne co poczułam jak ktoś mnie łapie.

      Powoli otwierałam oczy. Jednak zaraz je zamknęłam. Oślepiało mnie to cholerne światło. Drugie podejście udane. Nad swoją głową zobaczyłam lekarza skrzatów. Wyczuwałam kłopoty. Obok mnie siedział Muzaj.
-No w końcu się obudziłaś – aż mnie zabolała głowa od jego głosu na co się skrzywiłam. Chyba to zauważył bo odezwał się znacznie ciszej.
-Powiedz ty mi co jadłaś ostatnio? Hmm?
-Obiad wczoraj. - odpowiedziałam słabo
-I wszystko jasne. Oszalałaś?! - Krzyknął tak że znowu się skrzywiłam z bólu. -Przepraszam.
Nie odezwałam się. Westchnął i kazał mi tu chwile poleżeć. Maciek został razem ze mną. Dopiero teraz zorientowałam się, że atakujący trzyma mnie za rękę. Popatrzyłam na nasze splecione dłonie i mimowolnie moje kąciki ust uniosły się ku górze. Spojrzałam na niego. Również się uśmiechnął. Nie wiem ile tak siedzieliśmy w ciszy. Ale nam to nie przeszkadzało. Po prostu cieszyliśmy się tą chwilą. Do gabinetu wszedł Łucarz.
-Maciek odprowadzisz ją do domu?
-Tak.
-Dzięki.

Poszliśmy najpierw do szatni gdzie ja się w miare możliwości przebrałam a potem czekałam pod szatnią na Muzaja. Długo nie czekałam. Szliśmy powoli przez park kiedy chłopak się odezwał.
-Przepraszam.
-Za co? - zdziwiłam się.
-Za to że przez ostatnie tygodnie rzadko się spotykaliśmy. - Przytulił mnie.
-Nic się nie stało. Wiadome że chciałeś zobaczyć się z rodziną. - czemu ja to powiedziałam?!
-Chodzi mi też o te spotkania z Rozalią. Przez nie się nie spotykaliśmy. Chcę to naprawić. - spojrzałam w jego oczy. Był w nich smutek. Nie kłamał. Wtuliłam się bardziej w niego. Gdy weszliśmy do domu usłyszałam jak Daga gada z kimś przez telefon.
-Właśnie przyszła. Dam ci ją. - po tych słowach wiedziałam co się święci. Niechętnie wzięłam telefon od Winiarskiej.
-Halo? - odezwałam się niepewnie.
-Czy ty oszalałaś?! Nienormalna jesteś?! - wrzeszczał na mnie. Maciek i Dagmara wszystko słyszeli. Nie odpowiadałam.
-Odpowiesz mi czy nie?! Nie spodziewałem się że Miguel zadzwoni do mnie w połowie treningu, że leżysz nieprzytomna u Łucarza w gabinecie bo jak się potem okazało ostatnie cokolwiek jadłaś to był obiad wczoraj!
-Michał.. - nie dał mi skończyć.
-Nie michałuj mi tu teraz! Co ci strzeliło do tej głowy?! - że go gardło nie boli. Chyba Antiga do niego coś mówił aby się uspokoił. - Powiedz mi dlaczego? - mówił już nieco spokojniej.
-Nie byłam głodna to nie jadłam. Wiesz o tym dobrze, że jak tak jest to nic nie zjem.
-Dobrze wiedziałaś że idziesz na trening na którym nie będzie małego wysiłku. Mogłaś zjeść nawet jedną głupią kanapkę.
-Przepraszam.
-Dobra ale następnym razem nie chcę dostać takiego telefonu. Obiecujesz?
-Obiecuję.
-Dobra idź odpocznij. Pa. Zadzwonię wieczorem.
-Okej. Pa. - rozłączyłam się i oddałam telefon Dagmarze. Razem z Maćkiem poszliśmy na górę. Zaproponowałam żeby został. Zgodził się. Położyliśmy się na łóżku i tak leżeliśmy przytuleni do siebie. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.


    Dobra. Jestem z jedynką :) Mam nadzieję że wam się spodoba.Pewnie jest tam masa błędów(na pewno tych z przecinkami ale to nie moja działka :D)za które was przepraszam.  Jeśli chcecie możecie zostawiać w komentarzach linki do swoich blogów :) na pewno wpadnę i poczytam i skomentuję :) Liczę na wasze opinie w komentarzach :) W takim razie do następnego :)